0

Wycieczka na Colonial Knob - częsć pierwsza

Posted on piątek, 12 września 2014

O Colonial Knob już kiedyś pisałam (o tutaj). Tym razem wybraliśmy się na szczyt inną trasą - idealny pomysł na weekendowe popołudnie. Cały spacer zajął nam ok 3 godzin. Tylko proszę, nie dajcie się zmylić leniwym brzmieniem słówka 'spacer' - nieźle się trzeba namęczyć żeby móc podziwiać widoki ze szczytu! Przez 2 dni miałam zakwasy w tylnych częściach ciała ;) Bardzo lubię tak spędzać weekendy szczególnie jeżeli pogoda dopisuje. 

Zapraszam na zdjęcia ze wspinaczki, na te ze szczytu bedziecie musieli poczekać jeszcze kilka dni. 

I jeszcze małe wyjasnienie do pierwszego zdjęcia. Bardzo często można się tutaj natknąć na tablice ostrzegające przed różnego rodzaju trutkami - chodzi szczególnie o oposy, które zadomowiły się tutaj na dobre, a które bardzo szkodzą tutejszemu ekosystemowi. Trutki te mogą tez być szkodliwe dla psów i dzieci, więc trzeba na nie mieć oko.









1

2 stopnie oddalenia

Posted on środa, 3 września 2014

Pewnie każdy z nas słyszał o teorii sześciu stopnii oddalenia. Zakłada ona, że pomiędzy nami, a każdą inną osobą na świecie jest sześć stopni. Na zasadzie - ja znam kogoś, kto zna kogoś, kto zna kogoś innego... każda osoba to kolejny stopień.

Dlaczego o tym wspominam? Bo w Nowej Zelandii stopnii oddalenia jest dwa ;) To też teoria ale moje osobiste doświadczenia pozwalaja mi przypuszczać, że to prawda. Mój chłopak to rodowity kiwus i wiecie co? Gdziekolwiek nie pójdziemy to on zawsze kogoś zna. A jak nie zna, to po krótkiej rozmowie okazuje się, ze mają wspólnych znajomych. Wszędzie! Już mnie nawet to nie dziwi - przyzwyczaiłam się. Ale ostatnio spotkało to mnie! W zeszłym tygodniu przed zorganizowana grą zespołową zaczełam rozmawiać z pewnym chłopakiem. Powiedział mi kilka rzeczy o sobie i nagle doznałam olśnienia! Szybko zapytałam się czy imię jego dziewczyny to X. Okazało się, że jego dziewczyna to moja koleżanka z pracy ;) Już faktycznie zaczynam być "just like a kiwi"!

Poza tym - obiecałam Wam więcej zdjęć z festiwalu światła, ale niestety zdjęcia zostały usunięte podczas naprawy telefonu :( A festiwal już się skończył. Macie tutaj za to dzisiejsze popołudnie tuż przy Civic Square - takiego tutejszego rynku, chociaż nie pełni on takiej samej funkcji jak np Rynek we Wrocku.


A tu zapowiedź kolejnego wpisu:




Miłego dnia!

2

Festiwal Światła LUX

Posted on czwartek, 28 sierpnia 2014

Zawsze, ale to zawsze myślałam, że moim miastem jest Wrocław. Piękny, magiczny Wrocław z mostami i wyspami i tym wszystkim co sprawia, że serce mocniej bije... No ale chyba przyszedł czas go detronizować...
Moje pierwsze zetknięcie z Wellington było bardzo surrealistyczne - po 24 godzinach w powietrzu i 9 na różnych lotniskach mój mózg ledwo dawał radę przetwarzać nowe informacje. No i pierwsze od wielu miesięcy spotkanie z chłopakiem... Niewiele pamiętam z mojej pierwszej przejażdzki po mieście. Po kilku latach Wellington jest zdecydowanie moim miastem!


W piątek zaczął się tutaj festiwal światła nazywany LUX. Wzdłuż wybrzeża i w jednej klimatycznej alejce znalazło się kilka -kilkanaście instalacji świetlnych, budynki uzyskały kolorowe oświetlenie i aż człowiekowi się buzia cieszy na widok tych kolorów. Festiwalowi towarzyszą także warsztaty i wykłady dla zainteresowanych. Trochę nie rozumiem jednak czemu ten festiwal odbywa sie pod koniec zimy- obecnie robi się ciemno grubo po godzinie 18, w czerwcu można by było oglądać te instalacje od godziny 16! Zapraszam na pierwszą część zdjęć:










A tu jeszcze maoryska haka wyświetlona na specjalnie zainstalowanej do tego celu fontannie. Ze zdjęć znajomych wiem, że jest wyświetlanych kilka różnych wersji tego pokazu, moża uda mi się jeszcze zobaczyć inne :)




Druga część pewnie pojawi się za kilka dni - na razie zajmuje sie formalnościami niezbędnymi do spełnienia jednego z moich marzeń ;) No i jak na złość moj telefon postanowił się zepsuć więc to kolejna rzecz do ogarnięcia!

1

Sen zimowy

Posted on poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Kia ora!

Cicho się ostatnio zrobiło na moim blogu... zapadłam w sen zimowy. Nie lubię ciemnych i zimnych wieczorów i poranków, deszczu i wilgoci, i bardzo ciężko mi się zmotywować do czegokolwiek. Na szczęście jeszcze tydzień i będzie wiosna :)
Tegoroczna zima była moją trzecią w krainie kiwi i do tej pory najzimniejszą. Przymrozki były na porządku dziennym i nawet kilka razy ostrzegali przed opadami śniegu! A śnieg to już bardzo poważna sprawa tu w NZ. Mieliśmy za to zadziwiająca liczbę przepięknych dni - bezkresne błękitne niebo, powietrze przejrzyste do bólu... Kilka minut na wybrzeżu i człowiek naładowany pozytywną energią! Uwielbiam takie dni!
A tu taka mała zlepka zimowych zdjęć. Na bieżąco można podglądać mnie i Wellington na Instagramie.





Obiecuję, że będzie mnie tu więcej :)

Pozdrawiam,

Marta

10

Kiwuska kuchnia: Placuszki kukurydziane

Posted on piątek, 4 lipca 2014

Placuszki z kukurydzy to danie często pojawiające się na stole mojej teściowej. Ja też je zrobiłam kilka razy. W ten weekend pewnie też je pewnie zrobię. Placuszki są przepyszne - delikatne i lekko chrupiące. Ja najczęsciej podaje je z sałatką i słodkawym zimnym sosem. Moja teściowa dodaje do tego jeszcze smażone plastry bekonu ;)

Placuszki są bardzo proste do wykonania i bardzo je polecam!
Od razu dodam że ja od razu podwajam składniki - czasami nam nawet zostają na lunch na drugi dzień. Ale nie zawsze...

Składniki:

3/4 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczka soli
pieprz do smaku
jajko
445g puszka kukurydzy cream style*
1/4 szklanki mleka

olej do smażenia
      
*Kukurydza cream style to nic innego jak zblendowana kukurydza puszkowa. Zywkłą kukurydzę z puszki można albo utłuc tłuczkiem albo właśnie zmiksować blenderem.


Przygotowanie:

Wrzucić wszystko do miski i wymieszać. Na rozgrzany olej nakładac łyżkę ciasta i smażyć na złoto. Zajadać się ze smakiem.


Przepis (z niewielkimi zmianami) pochodzi z Edmonds Cookbook, o której wspominałam jakis czas temu. Liczyłam na to, że uda mi się zrobić jakieś ładniejsze zdjęcia, ale ostatnio kompletnie nie mogę się zorganizować.



Smacznego!

6

Zimowe święta i dni wolne od pracy w Nowej Zelandii

Posted on niedziela, 15 czerwca 2014

Miało mnie tu być więcej ale niestety czasu mi brakuje na wszystko. Pomysłów na posty mam dużo więc może jakoś się lepiej zorganizuje i będę tutaj częściej ;)

Wraz ze znajomymi stwierdziliśmy, że musimy sobie zrobić święta. Prawdziwe zimowe święta. Nie żebym narzekała na święta w środku lata bo je uwielbiam, ale fajnie by było mieć coś do świętowania w zimie. Większosć dni świątecznych i wolnych od pracy wypada tutaj w tej cieplejszej połowie roku.
Zacznijmy od tutejszej wiosny:

Święto Pracy - 4 poniedziałek października
Święta Bożego Narodzenia 
Nowy Rok
Dzień po Nowym Roku - i wcale nie żartuję. Day after New Year's Day jest faktycznie dniem wolnym!
Waitangi Day - 6 luty to dzień podpisania Traktatu Waitangi
Wielki Piątek i Poniedziałek Wielkanocny
ANZAC - 25 kwietnia
Queens Birthday - bo królowa jest tylko jedna ;) Świętujemy jej urodziny w pierwszy poniedziałek czerwca

Ponadto każdy region ma dzień wolny. Rocznica Wellington przypada na 22 stycznia.

Jak widać od początku czerwca, aż do końca października nie ma żadnej przerwy. A wiadomo, że nawet krótka przerwa na doładowaie akumulatorów każdemu jest potrzeba. Dlatego wczorajszy wieczór wyglądał tak:

Jagnięcina z rozmarynem - typowo świateczne danie podawane z sosem miętowym, pieczonymi ziemniaczkami, marchewką, dunią i groszkiem.
Były tez Christmas crackers...
I bigos...
I brandy snaps i piankowe bałwanki :)
I prezenty też były - fajną dostałam perukę?
A tu typowy Christmas pudding - Kekso-podobne ciasto które polewa się brandy i zapala. Poza tym tradycyjnie ukryta w nim jest moneta - kto ją znajdzie będzie miał szczęscie przez cały rok ;)

Były też wygłupy, silly string, bańki mydlane, dużo śmiechy i radości... I oczywiście tona jedzenia - jak to w święta ;)

2

Makara gun placement.

Posted on środa, 4 czerwca 2014

Makary część druga. Tak wogóle to Makara wymawia się tutaj 'Makra' - Kiwusi są leniwi w swojej wymowie. Na szczycie wzgórz z ostatniego wpisu znajdują sie swojego rodzaju bunkry. Ze względu na swoje położenie widoki stąd są niesamowite - widać bardzo dobrze cieśninę Cooka i Wyspę Południową. Jest też to dobry punkt obronny. O samych bunkrach nie znalazłam żadnych infromacji. Wiem, że są obiektami zabytkowymi i w sumie tyle, więc tylko wrzucę kilka zdjęć ;)